***
Pov Sylvia***
Leżałam sobie spokojnie w moi pokoju
kiedy usłyszałam z dołu krzyki Amandy i Harry’ego. Nie
koniecznie sobie coś z tego zrobiłam. Przez te 2 lata
przyzwyczaiłam się do ich „wymiany zdań”. Po 10 minutach
zaczęło mnie to, lekko mówiąc, wkurzać. Wstałam
gwałtownie z łóżka i zeszłam na dół.
- Czy wy się możecie w końcu, kurwa,
zamknąć?! – wydarłam się na cały dom a wszyscy patrzyli się
na mnie.
- Możesz pomarzyć skarbie. –
uśmiechnął się do mnie Zayn z cwanym uśmieszkiem.
- Nie odzywaj się, Malik. –
wysyczałam przez zęby i wycofałam się na górę.
Walnęłam się z powrotem na łóżko
po drodze zbierając mojego Iphone’a i słuchawki. Włożyłam je
do uszu i puściłam piosenki. Wzięłam głośność na full. Teraz
mogą się drzeć ile chcą. Wstałam z łóżka i podeszłam
do szafy. Przesunęłam ubrania i weszłam do środka. Otworzyłam
drzwi i zeszłam po schodach na dół. Zapytacie co ja takiego
robię? Może wydawać się wam to dziwne ale odkryłam to miejsce
przypadkiem. Pamiętam jak wprowadzałyśmy się do chłopaków,
dla mnie został tylko ten pokój, ewentualnie na poddaszu.
Kłóciłam się wtedy z Louisem o podkoszulek i chciałam
go(bluzkę) wepchnąć na sam koniec szafy. Tak nacisnęłam, że
zleciałam po schodach. Był tam mały i zakurzony pokoik. Ale mimo
to był śliczny. Znajdowało się tam dwuosobowe łóżko,
szafeczka nocna, komoda lampka. Wszystko wyglądało tak jakby to był
pokój schadzek dwóch zakochanych w sobie osób.
Ughh… takie „romantico”, że aż się rzygać chce. Przez
kolejny tydzień od tamtego wydarzenia, w wolnych chwilach ogarniałam
tamten pokój. Teraz wygląda… fajnie. Klapnęłam się na
łóżko i wyciągnęłam z szuflady notatnik i długopis.
„Nazywam się Sylvia
Zoey Brewster, mam 20 lat i pochodzę z Stratford. Wolę gdy mówi
się do mnie Zoey, bo nie lubię swojego imienia. Mam z nim złe
wspomnienia. Ale to kiedy indziej.
Obecnie mieszkam w
Londynie z moją przyjaciółką i bandą debili. Najbardziej
normalny to tu chyba jest Justin. Kojarzę go jeszcze z Kanady.
Kiedyś nasi rodzice się przyjaźnili a później my
wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii.
Od dzisiaj postanowiłam
pisać pamiętnik i swoje przemyślenia. Zacznę od tego:
Zayn Malik jest
wkurzającym człowiekiem, a ludzie są porąbani”
Odłożyłam rzeczy na miejsce i
patrzyłam w sufit. Bezczynnie. Nie wiem po jakim czasie ale mój
telefon zaczął wibrować. Podniosłam go do góry i
odczytałam.
„Złaź na dół” od
Harry’ego. Ughh… Weszłam na górę (czyt. do mojego
pokoju) zostawiłam słuchawki i zeszłam do salonu.
- Czego? – spytałam i założyłam
ręce na piersi.
- Mogłabyś wziąć swoją
koleżaneczkę, która chce rozbić wazon? – zwrócił
się do mnie Hazza z kpiną.
- Przydałoby się wysłać je obie do
psychiatryka. – powiedział Zayn do Nialla.
- Mogę? – podeszłam do Amandy i
wzięłam od niej ten cholerny wazon. Podeszłam do Malika i stanęłam
przed nim. Uśmiechnęłam się słodko i rozbiłam mu wazon na
głowie. – Mówiłeś coś koteczku? – uśmiechałam się
jak jakaś słodka idiotka. Zacisnął ręce w pięści i zmroził
mnie wzrokiem. Jess przybiła ze mną piątkę.
- Mogłaś chociaż Styles’owi wylać
wodę na głowę. – szepnęła do mnie na co obie się zaśmiałyśmy.
- Co ty kurwa zrobiłaś! To nowa
bluzka! – krzyknął a Nialler wpadł w niepohamowany śmiech.
Malik spojrzał na niego z mordem w oczach.
- Stary, masz dwie takie same w szafie.
– powiedział Justin z kanapy, nic sobie z tego nie robiąc i
oglądając mecz.
- Gówno mnie to obchodzi ,
zapłacisz za to - zwrócił się do mnie pokazując na
bluzkę.
- Uuu… cała się trzęsę! –
powiedziałam z sarkazmem i odwróciłam się w stronę
schodów. W pewnym momencie poczułam szarpnięcie. Malik
przerzucił mnie przez ramie i wyszedł na taras. – Co ty robisz,
kurwa?! Pojebało Cię?! Puść mnie! – biłam go pięściami po
plecach, ale czego ja się mogłam spodziewać? Chwilę później
poczułam, że jestem cała mokra.
- Co ty zrobiłeś?! Ona nie umie
pływać! – wrzasnęła Ortiz. Zaśmiałam się pod wodą i
wstrzymałam oddech nie wypływając na powierzchnię.
- No i ? Jej sprawa. – odpowiedziała
Czekoladka.
- Jeśli się utopi… będziesz ją
miał na sumieniu. – syknęła do niego Amanda. Taa nawet ona nie
wie, że umiem pływać i to jest najlepsze haha. Po chwili do wody
wskoczył Liam i wyciągnął mnie na ziemię. Udałam, że się
dławię. – Nic Ci nie jest?! – podbiegła do mnie Am i klęknęła
koło mnie. Pokręciłam głową na „nie” i powoli się
podniosłam z jej pomocą. Zaczesałam włosy do tyłu. „Olśniło”
mnie co zrobił Malik, powiedzmy. Poderwałam się z ziemi i
podeszłam do niego. Strzeliłam mu z liścia.
- Jesteś skurwielem, Malik. –
syknęłam.
- Dzięki. – zaciągnął się
papierosem, a ja wróciłam na górę.
- Nie cierpię go! Ughh! – krzyknęłam
i przebrałam się.
*** Pov Amanda ***
- Ty jesteś naprawdę popieprzony –
powiedziałam i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i
wyciągnęłam czekoladę. Zawsze tak robię jak się denerwuje.
- To moje – powiedział Nieller
zabierając mi ją sprzed nosa.
- Oddawaj !! – krzyknęłam po czym
wskoczyłam mu na barana. Zaczął się śmiać a ja razem z nim .
- No dobra złaź- powiedział i
posadził mnie na blacie.
- Daj mi kawałek- powiedziałam jak
małe dziecko. Na początku się opierał ale gdy zrobiłam duże
oczy, uśmiechnął się. Taaaaaaak !!!! Udało się. Zwycięstwo
huehuehuehue.
- Proszę - powiedział dając mi
jedną kostkę i uśmiechając się złowieszczo. Spojrzałam się na
niego jak na idiotę, z miną typu „ Are you fucking kidding me?!”
- Serio? Jedna kostka?- powiedziałam
śmiejąc się ale on wyglądał jakby połknął kij do szczotki.
- No doooobra dam ci więcej ale pod
jednym warunkiem…?
- Jakim ?
- Pocałujesz mnie… W usta-
powiedział z złowieszczym uśmiechem po czym zrobił dzióbek.
-Okeeeej
-Serio? – uniósł jedną brew
do góry ze zdziwienia.
- Yhym… - potwierdziłam ruchem
głowy. Podeszłam do niego. – Zamknij oczy, koocie. –
zamruczałam mu do ucha a on to zrobił. Co za debil. Ugryzłam go
lekko w ucho i schodziłam z pocałunkami bliżej ust. Wyciągnęłam
mu czekoladę z dłoni a on nic nie poczuł. Wróciłam jeszcze
raz do ucha, zamruczałam i odsunęłam się krok. Wybuchłam
śmiechem. – Serio myślałeś, że Cię pocałuje? – śmiałam
się jak mysz do sera. Podrapał się po karku. Jak on seksowanie
wyglądał. A może…? Nieee. Wybuchłam śmiechem do swoich myśli
a on patrzył się na mnie jak na idiotkę. Machnął ręką, schował
je do kieszeń spodni i wyszedł z kuchni, a ja? Śmiałam się dalej
zajadając czekoladę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Mam nadzieję, że rozdział się podoba ;)
Krótki ale mam nadzieję, że następne będą dłuższe :)
Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo to zależy od Amandy, także... życzę miłego czytania ;)
Pozdrawiam, Zoey <3
.gif)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz