środa, 20 sierpnia 2014

Chapter 3



*** Pov Amanda ***

***Parę godzin później***

Spacerowałam po parku oglądając zakochane pary i  bawiące się dzieci. Aż przypomniało mi się moje dzieciństwo. Było wspaniałe aż do wypadku moich rodziców. Pamiętam jak pewnego dnia zadzwoniła policja i powiadomiła mnie że rodzice nie żyją… gdyby nie Zoey nie poradziłabym sobie z ich stratą wtedy miałam tylko ją. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie telefon , wyjęłam go z kieszeń i odblokowałam. Uuu dostałam sms-a do Nialla a to nowość.

<Lepiej wracaj do domu radzę ci…>

Co ? o co mu chodzi? Długo nie musiałam czekać z odpowiedzią bo telefon znowu zabrzęczał. Tym razem to Louis hmm ciekawe czego chce ?

<WRACAJ KURWA DO DOMU!!!!>

Ochhh Tomlinson się stęsknił. Nie śpieszyło mi się więc szłam powoli. Gdy przekroczyłam próg usłyszałam krzyki.  Zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do salonu.
-Cześć- wszystkie pary oczu były zwrócone na mnie. Nie było Lou i Zayna.
- Wiesz co mam taką radę módl się żeby Lou cie nie zabił- komentarz Hazzy jest.
-Wszyscy wypad – powiedział Zayn a wszyscy wstali jak na baczność i wyszli ehh to się nazywa mieć przyjaciół przy sobie…
- Co ty sobie wyobrażasz?- Lou spojrzał mi prosto w oczy. Widziałam w nich strach i złość ojjj to nie najlepsza mieszanka.
-O co ci chodzi ?
-Jeszcze się pytasz, poszłaś sobie nie wiadomo gdzie i nic nie powiedziałaś!!! – krzyczał jak opętany a Zayn… stał Se jak słup soli i czekał na Bóg wie co.
- Nie jesteś moim opiekunem i nie zamierzam ci się spowiadać i niech to ci się zakoduje w tym pustym łbie!!!- teraz to ja krzyknęłam.
-Ja pierdole ty naprawdę jesteś głupia, przecież coś ci się mogło stać i co byś zrobiła z tą nogą?! NIC !!!
- A ty co Matka Teresa z Kalkuty, że się wszystkimi opiekujesz będę robić co będę chciała.
- Ja jestem najstarszy i ja za ciebie odpowiadam więc lepiej się mnie słuchaj zrozumiałaś? – stanął blisko mnie wzrokiem jakby chciał mnie zabić.
-Spieprzaj- odepchnęłam go ale złapał mnie za nadgarstki i uniemożliwił mi ucieczkę.
-Puść mnie bo zacznę krzyczeć – zagroziłam mu ale on się tylko zaśmiał.
-Pytałem czy zrozumiałaś? Od teraz słuchasz się mnie, nie wychodzisz jeśli ci nie pozwolę i nie krzyczysz na mnie kumasz ?
-Kumam – powiedziałam tak by mnie puścił Ha jeśli myśli że będę się go słuchać to się myli.
  
Poszłam do swojego pokoju rozmasowując nadgarstki. Mocny uścisk to on ma, nie powiem. Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

***Następnego dnia***

Wstałam rano  wkurwiona na Lou za kogo on się ma co ? Dobra mniejsza z tym tego dnia nie dam sobie spieprzyć. Poszłam do łazienki  przebrałam się ,uczesałam i zrobiłam makijaż. Wyszłam  z pokoju i zeszłam na dół. Na szczęście w  salonie byli wszyscy oprócz Lou. Zrobiłam sobie śniadanie, zjadłam i poszłam do salonu ale zaraz co tu robi Lou?!?!
- Dzień dobry księżniczko – powiedział z sarkazmem w głosie.
- Nie rozmawiam z tobą
- O a to dlaczego ?
-To spójrz co mi zrobiłeś – wystawiłam poranione  nadgarstki- A wy mu na to pozwoliliście – krzyknęłam
-Lou powiedz że to nie ty – powiedział Niall z nadzieją
-Oj nie przesadzaj nic takiego ci nie zrobiłem
-Ja przesadzam
-Koniec tego macie się przeprosić – przemówił Liam
-Przepraszam – uuuuu Lou brawo tylko czemu kłamiesz pomyślałam
- Przepraszam – nie wierze że to zrobiłam. Po tych ‘’przeprosinach’’ usiadłam  i oglądaliśmy film. Boże to był najnudniejszy film świata. Usłyszałam dzwonek i poszłam otworzyć. W progu stał chłopak, miał ok. 20 lat i był bardzo przystojny. Chyba się zauroczyłam nie no to święto. Idę do Częstochowy.
-Hej jestem George właśnie się wprowadziłem – wskazał na dom naprzeciwko i słodko się uśmiechnął ukazując dołeczki.
-Hejka jestem Amanda i tu mieszkam- zaczęłam się śmiać jak głupia a on razem ze mną.
-Ech nie wiedziałem że tu mieszkają takie piękne dziewczyny.
- Hahahaha dzięki – to było słodkie ale wszystko co piękne zawsze musi się spieprzyć .
-Kto przyszedł? – dzięki Lou.
- Chodź poznasz moich znajomych, mieszkają ze mną – złapałam go za rękę i zaprowadziłam do salonu gdzie wszyscy byli.
-Ej ludzie to jest George mieszka naprzeciwko – rzuciłam do nich na co się uśmiechnęli.
-Hej – powiedzieli chórem
-Cześć – uśmiechnął się.
-Usiądź – wskazałam na fotel .
-Masz dziewczynę? – Zoey ogarnij się bo się zrzygam.
- Nie – krótko i z sensem
-Oooo Jesy masz szansę – Harry nie żyjesz. Czemu on zawsze musi narobić mi wstydu.
-Boże Harry ogarnij się - powiedziałam wkurzona na co George się uśmiechnął. Reszta rozmowy przebiegła lepiej dużo się o nim dowiedziałam. Lubię go nie wiem dlaczego ale go lubię.
-Muszę się zbierać – powiedział nagle a ja  posmutniałam.
-Odprowadzę cię – poszliśmy do drzwi, a on stanął nagle w progu.
-Umówisz się ze mną ? – wypalił a ja się mimowolnie uśmiechnęłam.
-Oczywiście
-W sobotę o 15 po ciebie przyjdę
-Ok. – Aaaaa! jestem podjarana! George pożegnał się ze mną i poszedł. Zamknęłam  za nim drzwi i wróciłam do salonu.
-Coś ty taka radosna ?- odezwała się Zoey
-George się ze mną umówił – prawie wykrzyczałam z bananem na twarzy. Miny chłopców: bezcenne
-Nie idziesz – nie Lou nie zrobisz mi tego
-Hahhaaha właśnie że pójdę – zaśmiałam mu się w twarz a on miał twarz jakby połknął kij od szczotki.
-Yyy mam ci przypomnieć naszą rozmowę – złapał mnie za nadgarstki.
-Louis, puść ją. – powiedziała Sylvia a ja patrzyłam mu się w oczy. – Słyszałeś? – podeszła do nas a ja wyrwałam nadgarstki z jego rąk.
- Nienawidzę Cię. – syknęłam mu w twarz i poszłam do pokoju. Ughh! Jaki on jest wkurwiający. Gorzej niż Styles. Powiedzmy.
Podeszłam do okna i chciałam je zasłonić, ale zobaczyłam… George’a. Bez koszulki. Z ciężarkami. W jego pokoju. Naprzeciwko mojego. Otworzyłam usta a on się w tamtym momencie odwrócił. Pokręcił głową z rozbawieniem a ja szybko zasłoniłam okno. Odwróciłam się tyłem i pomachałam sobie dłońmi przed twarzą.
- Zoooeeeey! – krzyknęłam i ległam na łóżku. Minęła minuta zanim ona podniosła swój tyłek.
- Co jest? – usiadła obok mnie. Poprawiłam się i miałam głowę na kolanach Zoe. – Powiesz mi? – zaczęła bawić się moimi włosami. Spojrzałam się na nią. Powiem wam, że śmiesznie wyglądała do góry nogami.
- Mój pokój wychodzi naprzeciwko pokoju Goerge’a. – uśmiechnęła się.
- Podoba Ci się co? – zapytała.
- Noooo. Jest mega przystojny. – uśmiechnęłam się i patrzyłam w sufit.
- A co z Justinem? – zadała pytanie.
- A co ma być? Nie zwraca na mnie uwagi. Nie chcę marnować życia. – odpowiedziała.
- W sumie co racja to racja.
Pogadałyśmy jeszcze trochę ze sobą i zrobiłam się senna. Poszłam do łazienki  wykąpałam się, umyłam włosy po czym wysuszyłam. Przebrana w pidżamę odpłynęłam w krainę Morfeusza.
*** Tydzień później ***
Ten tydzień był straszny od randki minęło parę dni. Lou był mega zły i zrobił mi awantury o wszystko nie mogę z nim wytrzymać uhg… ale randka była zajebista. Ubrałam  bluzkę w owoce która trochę  odkrywała mój  brzuch, spódnice o tym samym wzorze i do tego czarne buty z podkolanówkami. George zabrał mnie do  restauracji, w której zjedliśmy kolację. Fajnie nam się gadało. Potem zabrał mnie na imprezę. Druga opcja zdecydowanie bardziej mi się podobała niż siedzenie w restauracji. Albo mi się wydawało albo on coś wciągnął, bo potem był meega szczęśliwy. Albo po prostu za dużo wypił. Bardziej realistyczna wydawała mi się ta druga opcja. Ohh nevermind.
- Jedziemy na zakupy? – do pokoju weszła Zoey.
- Muuuuszę? – na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Mam sama jechać? Uwierz mi też mi się nie chcę, ale ojczulek wymyślił jakiś bankiet, na którym mam być. – wywróciła oczami. Uwielbiam kiedy to robi.
- No dooobra. – wstałam, wzięłam telefon i kasę. Może ja też sobie coś kupię? Maybe.

*** Pov Zoey ***

Wyciągnęłam  Amandę na zakupy i pojechałyśmy  do centrum. Weszłyśmy do sklepu z sukienkami. Przeglądałyśmy wieszaki i nie było nic sensownego. W następnym sklepie można było wybrać jakąś kieckę ale to niestety nie dla mnie.  Jesy zastanawiała się nad kupieniem krwistej sukienki, ale zrezygnowała. Powiedziała, że nie ma dla kogo się stroić.  
- A ta? – wyszłam z przebieralni i pokazałam się Amandzie.
- Kup ale nie na jutro. – odpowiedziała i dalej czytała gazetę.
- Ugh! – już mam dość. To jest  10 sukienka jaką dzisiaj przymierzam. Ostatnia.  Wyszłam do niej w czarnej sukience, u góry wysadzanej małymi diamencikami a u dołu z tiulem.
- To jest to! – pisnęła a kobiety w sklepie się na nią spojrzały. Zaśmiałam się z tej wariatki.
Przebrałam się w swoje rzeczy i kazałam recepcjonistce zapakować te dwie sukienki. Byłam zadowolona ze swojego zakupu. Mam nadzieję, że tata nie będzie się czepiał.  To już jutro, a mi się tak cholernie nie chce na to iść! Po co ja tam? Ach tak, reputacja. Kochający tatuś, uu jakie to słodkie. 
Wróciłyśmy do domu i wzięłam prysznic. Zdecydowanie wolę brać kąpiel niż chodzić na zakupy. Nie koniecznie lubię na nie chodzić. Jeśli muszę, bo mam jakieś wyjście, albo brakuje mi jakiegoś ciuchu, bo jest za mały czy coś.
Wyszłam spod prysznica wytarłam się i założyłam na siebie szlafrok. Wyszłam do pokoju i zauważyłam, że na moim łóżku leży jakaś koperta. Spojrzałam na drzwi, są uchylone. Nie słyszałam, żeby ktoś wchodził. Wzruszyłam ramionami.  Podeszłam, wzięłam ją do rąk i obejrzałam z każdej strony. Nie było adresata. Otworzyłam ją i wyciągnęłam kartkę.
Cześć Silvia.
Pamiętasz mnie jeszcze?
Masz ochotę się spotkać?
Zadzwoń do mnie. Tęsknię za Tobą, Si…
Matthew x
- Aaamaaandaaa!!! – wydarłam się na cały dom.
- Co jest? – wleciała do pokoju zdyszana. Noga dalej ją trochę boli. – Właśnie, od kogo ten list? – spytała i spojrzała na kopertę w mojej dłoni.
- Matthew. – wytrzeszczyła oczy.
-TEN Matthew? – podeszła do mnie i wyrwała kartkę. – Twoja licealna miłość… oh jakie to romantyczne. Po kilku latach się odezwał… i tęskni! – prychnęła. – Spotkasz się z nim?
-Tak… nie… nie wiem. – język mi się plącze. Chce się z nim spotkać po tylu latach? Zostawił mnie… ale może przemyślał? No ale po tylu latach?
- Jaja se robisz. No proszę Cię, trzymajcie mnie bo nie wytrzymam!  - wyrzuciła ręce w powietrze.
- Ale spójrz na to z drugiej strony. Chce się tylko spotkać, niczego ode mnie nie oczekuje.
- Nie możesz mieć tej pewności. – syknęła i wyszła z pokoju.
Opadłam na łóżko i patrzyłam się tępo w kartkę. Spotkać się z nim czy nie spotkać? Nie lubię wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. O co to to nie. To nie jest w moim stylu. Ale on chce tylko porozmawiać… Pójdę, zobaczymy jak to będzie.  Mam nadzieję, że nie jest taki jak kiedyś.  Bo jeśli jest… to ja nie chce mieć z nim nic do czynienia. 

Położyłam się wcześniej, bo nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Nazajutrz obudziłam się o 7 rano. Czy ja nigdy nie mogę pospać do przynajmniej, tej dziewiątej? Ugh. Zeszłam w piżamie na dół i nalałam sobie mleka do szklanki i wypiłam je duszkiem. Nie przebieram się, bo niedługo będę musiała się szykować na bankiet. Później przyjedzie po mnie tata i zanim dojedziemy na ten bankiet przez te korki to troszkę się zejdzie. Siadłam w kuchni na parapecie z kubkiem gorącego kakao i patrzyłam na padający deszcz za oknem. Marzec i kwiecień to nie jest dobra pora na zwiedzanie Londynu. W Kwietniu cały czas pada. Pociągnęłam łyk kakao i zauważyłam na drodze kobietę z małym chłopczykiem. Dzieciak miał niezły ubaw skacząc po kałużach. Mama uśmiechała się, ale chciała go ściągnąć z drogi. Wcale jej się nie dziwię.  
- Na co tak patrzysz? – odwróciłam głowę w stronę głosu.
- Na deszcz, Horanku. – uśmiechnęłam się do niego i z powrotem przeniosłam wzrok na szybę, ale nie było już matki  z dzieckiem.  Westchnęłam i spuściłam nogi na podłogę. – Czemu tak wcześnie wstałeś?
- Głodny jestem. – spojrzał na mnie błagalnie.
- I masz nadzieję, że Ci zrobię śniadanie? – przytaknął głową, a ja pokręciłam swoją z dezaprobatą. Zeszliśmy na dół i zrobiłam śniadanie, ponieważ mi też zachciało się jeść. 
_________________________________________________________
Witam!
Przepraszam, za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zajrzy. 
Od teraz bloga będę prowadzić sama. Koleżanka zrezygnowała, bo powiedziała, że nie będzie mieć czasu. Także w związku z tym, fabuła opowiadania trochę się zmieni, ale nie drastycznie ;) 
Love u <3
Jeśli przeczytałeś/aś zostaw po sobie komentarz :) 

środa, 11 czerwca 2014

Chapter 02


***Pov Amanda***

Po zjedzeniu kolacji poszłam do pokoju, położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać „Igrzyska Śmierci”. Po godzinnym czytaniu usłyszałam uchylające się drzwi. Zniżyłam trochę książkę i spojrzałam na osobnika, który zakłóca moją ciszę.
- Czego chcesz, Horan? – spytałam chamsko.
- Chciałem Cię o coś spytać, ale odezwałaś się chamsko więc, chyba, zrezygnuję.  – chciał wycofać się do tyłu.
- Dobra, mów o co chodzi. – usiadłam po turecku i położyłam książkę obok siebie.
- Chciałem się spytać czy będziesz z nami oglądać film. – powiedział.
- Myślałam, że chodzi o coś poważnego a on o filmie. Bosheee – wyprostowałam nogi.
- To jest poważna sprawa! Powiedzieli, że jak nie nakłonię Cię do zejścia to nie dostanę jedzenia. – jęknął.
- Taaak? A niby jak mnie nakłonisz? – uniosłam brew do góry.
- Hmm… pomyślmy… - uśmiechnął się łobuzersko i podszedł do mojego łóżka. Zmrużyłam oczy i patrzyłam co on robi. Wszedł na łóżko i usiadł na mnie okrakiem zbliżając swoje usta do mojego ucha.
-Nialler? Co ty robisz?
- Jeśli nie zejdziesz, wyjawię Twój sekret, Skarbie. – szepnął mi do ucha.
- Ani mi się waż. – zepchnęłam go z siebie i wstałam. – To jaki ten film? – spojrzałam na niego. Leżał na łóżku i się śmiał. Wzięłam poduszkę z fotela i walnęłam nią w niego.
-  Zmierzch
- Zaraz do was przyjdę- uciekłam do łazienki zabierając piżamę. Ubrałam się, zmyłam makijaż i wyszłam. Na moje nieszczęście Niall cały czas leżał i czytał moją książkę… Zaraz co ?!?!?!
 - Co ty tu robisz ? – powiedziałam z jadem w głosie
- Czekam na Ciebie – wywróciłam oczami i zeszliśmy na dół do piwnicy, gdzie wszyscy siedzieli z popcornem i… ogólnie no żarciem. Wszystkie głowy zwróciły się na nas.
- Trzymaj! – Zayn wystawił rękę z popcornem w stronę Horanka.
- Jeść! – krzyknął i zabrał karton od Malika po czym usiadł i kazał włączać film. Liam wcisnął ‘play’ a ja ogarnęłam gdzie jest wolne miejsce. Na moje nieszczęście było między Zaynem a Harrym.
-Może byś usiadła w końcu – jak zwykle Hazza obdarzył mnie swoim komentarzem.
- Nie mam gdzie – powiedziałam wkurzona
- Usiądź koło niego – wskazał ręką na Loczka
- Po moim trupie
-Jak zwykle robisz problemy  
- Że co ?!?!
-To co kurwa słyszysz !!! – już miałam się odgryźć ale Louis popchnął i wylądowałam twarzą w poduszkę nie obyło się bez śmiechu i komentarzy.
*** 2 godziny później***

-Boże jakie to romantyczne – Louis ryczał jak bóbr żal mi go.
-Ogarnij się człowieku –powiedziałam  gdy on wycierał łzy.
- Pizda bez uczuć – głos Harry’ego mnie wkurzył
-Coś ty powiedział ?
-To co usłyszałaś …hmm założę się że nigdy nie miałaś chłopaka ?
-  Co cię to obchodzi hm…
-Widzisz miałem racje – zwrócił się do Mulata
-Pieprz się Styles – powiedziałam wkurwiona
-Wolę ciebie – puścił do mnie oczko
-Ugh..-położyłam się do niego tyłem, po chwili on zrobił to samo. Wkurzył mnie co go obchodzi moje życie towarzyskie… w sumie nie będę zakrzątać sobie tym głowy. Poczułam jak Zayn się kładzie i po chwili usnęłam.
*** Parę godzin później ***

Obudziłam się przez  jak później się okazało śmierdzące giry Zayna i chrapanie Nialla.. no super.
- Zabije cie jutro Malik – zwaliłam jego nogi i chwiejąc się poszłam  kuchni. Wzięłam  szklankę i nalałam sobie soku. Wypiłam i chciałam iść na dół  ale usłyszałam  hałas. Wzięłam nóż i poszłam w stronę salonu. Zobaczyłam otwarte okno i już chciałam je zamknąć ale jakiś koleś …a mianowicie złodziej przygniótł mnie do ściany.
-Kogo my tu mamy ? – powiedział swoim obleśnym głosem aż ciarki mnie przeszły. To było straszne nie mogłam się ruszyć nawet drgnąć złodziej to wykorzystał i zabrał mi nóż.
-Zostaw mnie- chciałam krzyknąć ale on uderzył mnie
-Zamknij mordę – syknął i przejechał nożem po mojej nodze. Zacisnęłam zęby ale ból był cholerny
-Jeśli powiesz komuś co się stało zabiję cię – powiedział i uciekł przez okno a ja leżałam na podłodze jak sierota’’ dobra Amanda uspokój się ‘’ mówiłam sobie w myślach schodząc na dół żeby kogoś obudzić. Jest udało się  jeeeeeej !!! oparłam się o ścianę i upadłam na… Hazzę no ekstra już mam wpierdol .
-Co jest kurwa?! – usłyszałam ryk Styles’a i wiedziałam że jest wkurwiony ale to mnie nie obchodziło mogę się zaraz wykrwawić. Włączyłam  światło i spojrzałam się na niego kurde jego mina była bezcenna.
-Harry obudź wszystkich- rozkazałam mu i o dziwo posłuchał się a to nowość .
-Obudźcie się- krzyknął i wszyscy się obudzili.
- Coś ty Se znowu zrobiła ? - Zoey jak zwykle wpada w panikę czujecie ten sarkazm?
-Emm złodziej mnie zaatakował nożem oprócz tego nic – powiedziałam jakby nic się nie stało żeby ich wkurwić .
-Może ktoś by mnie opatrzył zanim się wykrwawię? – wszyscy zaczęli biegać jak opętani a ja leżałam i czekałam. Liam dzięki Bogu uczestniczył w kursach pierwszej pomocy i mnie opatrzył można tak powiedzieć.
-Trzymaj ją kurwa – krzyknął Liam kiedy próbowałam się wyrwać
-Zabieraj tą kurewską wodę utlenioną ode mnie – syknęłam i chciałam go ugryźć ale Niall mnie trzymał.
Gdy te ‘’tortury’’ się skończyły opowiedziałam im wszystko a ich miny wyrażały wszystko strach i ból.
- Trzeba założyć alarmy- Zayn jak zwykle musi palnąć jakiś głupi tekst.
-Weź nie panikuj Malik uważaj bo ci buty ukradną- on mnie tak wkurwia.
-Ortiz połóż się bo ci odbija – wywróciłam oczami i położyłam się spokojnie. Oni o czymś gadali a ja w połowię usnęłam.

***Pov Sylvia***

Ona jak zwykle musi sobie coś zrobić. Całe szczęście, że Li chodził na ten kurs, bo ona by się tu wykrwawiła, a nikt by się nie ruszył żeby zadzwonić na pogotowie. Bo jakże, Zoey ma najcięższą robotę. Musiałam powycierać krew po tej ciamajdzie. Zamknęłam okno w salonie i ległam na kanapie obok Tomlinsona.
- Co za łamaga. – jęknęłam i spojrzałam na Louisa. – Dawaj. – zabrałam mu marchewkę.
- Ej! Oddawaj. – jęknął.
- Śnisz. – ugryzłam kawałek i spojrzałam w telewizor.  Nic tak naprawdę ciekawego nie leciało. Podniosłam się z kanapy, pożegnałam się z nimi i poszłam na górę. Zajrzałam do pokoju Amandy. Spała jak suseł z otwartą buzią. Zachichotałam na ten widok i zamknęłam lekko drzwi. Poszłam do swojego pokoju i mało zawału nie dostałam wszystko było porozwalane, wazony potłuczone… CO TU SIĘ KURWA STAŁO ?!?! Że what the fuck, za przeproszeniem?! Podleciałam do toaletki i sprawdziłam czy mam biżuterię. Ja pierdoleee. Zabiję. Jak ja się cieszę, że jednak pierścionek po mamie mam w  sekretnym pokoju... Podeszłam do szafy, otworzyłam ją i zeszłam na dół. Wszystko jest tak jak było. Szczęście.
Wróciłam na górę i wzięłam piżamę. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w piżamę i wróciłam do pokoju. Walnęłam się na łóżko i przez pół godziny myślałam. Złodziej. W sumie to nie pierwszy raz. Za bardzo się tym nie przejęłam. Po pół godziny rozmkminy, usnęłam. W końcu.

Wstałam koło 8. Jak zwykle. Rzadko zdarza się żebym spała dłużej niż do 9. To musiałaby być naprawdę wyjątkowa sytuacja. Podniosłam się z łóżka, przebrałam się w normalne ciuchy i zeszłam na dół. Włączyłam ekspres do kawy i radio. Leciała akurat Jessie J – Wild. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jajka. Z szafki wyciągnęłam mąkę i postanowiłam zrobić naleśniki. Dobrze, że pokoje na górze są dźwiękoszczelne, bo mikser narobił trochę hałasu. Podczas smażenia  usłyszałam trzask dziwi co mnie zdziwiło bo nikt normalny o tej porze nie wychodzi hmm to pewnie kolejna dziwka Hazzy pomyślałam i dokończyłam robienie naleśników. Akurat gdy skończyłam wszyscy wstali i czekali na śniadanko. Już się przyzwyczaiłam do tego, że robienie śniadań spada na mnie. W końcu ja pierwsza wstaje… eh no cóż. Nawet to polubiłam. 
 - Gdzie te łapy! – krzyknął Nialler gdy Justin chciał wziąć ostatniego naleśnika.
- Ej noo! – Justin był niezadowolony. Spojrzał na mnie.
- Zaraz dorobię. – uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Jesteś wielka. – zaciesz miał wieeeelki.
- Mi też możesz. – dodał Malik.
- Marzysz Czekoladko. – zaczęłam smażyć naleśniki dla Jussa.
Usmażyłam je i zostawiłam chłopaków z naleśnikami. Zabrałam trochę dla Jesy. Zapukałam do drzwi ale nie usłyszałam odpowiedzi. Pewnie śpi – pomyślałam. Otworzyłam powoli drzwi. W łóżku nie było nikogo.
- Louuuuuiiiiis! – krzyknęłam na cały dom i zeszłam na dół.
- Co jest? – zapytał jak zeszłam ze schodów.
- Nie ma jej. – odpowiedziałam i zaniosłam naleśniki do kuchni. Postawiłam na blacie i wzięłam kawę.
- Jak to jej nie ma?! – wydarł się na cały głos.
- No nie ma. – wzięłam łyk i właśnie coś sobie uświadomiłam. – Harry była dzisiaj u Ciebie jakaś dziewczyna? – odwróciłam się do niego. Pokręcił przecząco głową i wcinał naleśniki Amandy aż mu się uszy trzęsły. – Wyszła dzisiaj rano. – spojrzałam z powrotem na Tomlinsona. Wywróciłam oczami. – Myślałam, że to znowu jakaś dziwka Harry’ego.
- Idę. – wziął kurtkę z wieszaka.
- Louis… ?
- co? – syknął.
- Umm… spodnie. – spojrzałam  w dół i powstrzymałam chichot. Zaśmiał się sam z siebie.
- Pójdziesz ze mną? – spytał z góry.
- Jasne! – odkrzyknęłam.

 **********************

Hej! Tutaj Jesy, rozdział pisałyśmy razem, ja i Zoey, z racji tego, że był z dwóch perspektyw :p
Mam nadzieję, że wam się podoba :) 
Następny rozdział pojawi się pewnie za trzy tygodnie, dlatego, że jest koniec roku i musimy poprawić oceny :/ Liczę na jakieś komentarzee :
Pozdrawiam, Jesy <3

piątek, 16 maja 2014

Chapter 01


*** Pov Sylvia***

Leżałam sobie spokojnie w moi pokoju kiedy usłyszałam z dołu krzyki Amandy i Harry’ego. Nie koniecznie sobie coś z tego zrobiłam. Przez te 2 lata przyzwyczaiłam się do ich „wymiany zdań”. Po 10 minutach zaczęło mnie to, lekko mówiąc, wkurzać. Wstałam gwałtownie z łóżka i zeszłam na dół.
- Czy wy się możecie w końcu, kurwa, zamknąć?! – wydarłam się na cały dom a wszyscy patrzyli się na mnie.
- Możesz pomarzyć skarbie. – uśmiechnął się do mnie Zayn z cwanym uśmieszkiem.
- Nie odzywaj się, Malik. – wysyczałam przez zęby i wycofałam się na górę.
Walnęłam się z powrotem na łóżko po drodze zbierając mojego Iphone’a i słuchawki. Włożyłam je do uszu i puściłam piosenki. Wzięłam głośność na full. Teraz mogą się drzeć ile chcą. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Przesunęłam ubrania i weszłam do środka. Otworzyłam drzwi i zeszłam po schodach na dół. Zapytacie co ja takiego robię? Może wydawać się wam to dziwne ale odkryłam to miejsce przypadkiem. Pamiętam jak wprowadzałyśmy się do chłopaków, dla mnie został tylko ten pokój, ewentualnie na poddaszu. Kłóciłam się wtedy z Louisem o podkoszulek i chciałam go(bluzkę) wepchnąć na sam koniec szafy. Tak nacisnęłam, że zleciałam po schodach. Był tam mały i zakurzony pokoik. Ale mimo to był śliczny. Znajdowało się tam dwuosobowe łóżko, szafeczka nocna, komoda lampka. Wszystko wyglądało tak jakby to był pokój schadzek dwóch zakochanych w sobie osób. Ughh… takie „romantico”, że aż się rzygać chce. Przez kolejny tydzień od tamtego wydarzenia, w wolnych chwilach ogarniałam tamten pokój. Teraz wygląda… fajnie. Klapnęłam się na łóżko i wyciągnęłam z szuflady notatnik i długopis.

Nazywam się Sylvia Zoey Brewster, mam 20 lat i pochodzę z Stratford. Wolę gdy mówi się do mnie Zoey, bo nie lubię swojego imienia. Mam z nim złe wspomnienia. Ale to kiedy indziej.
Obecnie mieszkam w Londynie z moją przyjaciółką i bandą debili. Najbardziej normalny to tu chyba jest Justin. Kojarzę go jeszcze z Kanady. Kiedyś nasi rodzice się przyjaźnili a później my wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii.
Od dzisiaj postanowiłam pisać pamiętnik i swoje przemyślenia. Zacznę od tego:
Zayn Malik jest wkurzającym człowiekiem, a ludzie są porąbani”

Odłożyłam rzeczy na miejsce i patrzyłam w sufit. Bezczynnie. Nie wiem po jakim czasie ale mój telefon zaczął wibrować. Podniosłam go do góry i odczytałam.
„Złaź na dół” od Harry’ego. Ughh… Weszłam na górę (czyt. do mojego pokoju) zostawiłam słuchawki i zeszłam do salonu.
- Czego? – spytałam i założyłam ręce na piersi.
- Mogłabyś wziąć swoją koleżaneczkę, która chce rozbić wazon? – zwrócił się do mnie Hazza z kpiną.
- Przydałoby się wysłać je obie do psychiatryka. – powiedział Zayn do Nialla.
- Mogę? – podeszłam do Amandy i wzięłam od niej ten cholerny wazon. Podeszłam do Malika i stanęłam przed nim. Uśmiechnęłam się słodko i rozbiłam mu wazon na głowie. – Mówiłeś coś koteczku? – uśmiechałam się jak jakaś słodka idiotka. Zacisnął ręce w pięści i zmroził mnie wzrokiem. Jess przybiła ze mną piątkę.
- Mogłaś chociaż Styles’owi wylać wodę na głowę. – szepnęła do mnie na co obie się zaśmiałyśmy.
- Co ty kurwa zrobiłaś! To nowa bluzka! – krzyknął a Nialler wpadł w niepohamowany śmiech. Malik spojrzał na niego z mordem w oczach.
- Stary, masz dwie takie same w szafie. – powiedział Justin z kanapy, nic sobie z tego nie robiąc i oglądając mecz.
- Gówno mnie to obchodzi , zapłacisz za to - zwrócił się do mnie pokazując na bluzkę.
- Uuu… cała się trzęsę! – powiedziałam z sarkazmem i odwróciłam się w stronę schodów. W pewnym momencie poczułam szarpnięcie. Malik przerzucił mnie przez ramie i wyszedł na taras. – Co ty robisz, kurwa?! Pojebało Cię?! Puść mnie! – biłam go pięściami po plecach, ale czego ja się mogłam spodziewać? Chwilę później poczułam, że jestem cała mokra.
- Co ty zrobiłeś?! Ona nie umie pływać! – wrzasnęła Ortiz. Zaśmiałam się pod wodą i wstrzymałam oddech nie wypływając na powierzchnię.
- No i ? Jej sprawa. – odpowiedziała Czekoladka.
- Jeśli się utopi… będziesz ją miał na sumieniu. – syknęła do niego Amanda. Taa nawet ona nie wie, że umiem pływać i to jest najlepsze haha. Po chwili do wody wskoczył Liam i wyciągnął mnie na ziemię. Udałam, że się dławię. – Nic Ci nie jest?! – podbiegła do mnie Am i klęknęła koło mnie. Pokręciłam głową na „nie” i powoli się podniosłam z jej pomocą. Zaczesałam włosy do tyłu. „Olśniło” mnie co zrobił Malik, powiedzmy. Poderwałam się z ziemi i podeszłam do niego. Strzeliłam mu z liścia.
- Jesteś skurwielem, Malik. – syknęłam.
- Dzięki. – zaciągnął się papierosem, a ja wróciłam na górę.
- Nie cierpię go! Ughh! – krzyknęłam i przebrałam się.

*** Pov Amanda ***

- Ty jesteś naprawdę popieprzony – powiedziałam i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam czekoladę. Zawsze tak robię jak się denerwuje.
- To moje – powiedział Nieller zabierając mi ją sprzed nosa.
- Oddawaj !! – krzyknęłam po czym wskoczyłam mu na barana. Zaczął się śmiać a ja razem z nim .
- No dobra złaź- powiedział i posadził mnie na blacie.
- Daj mi kawałek- powiedziałam jak małe dziecko. Na początku się opierał ale gdy zrobiłam duże oczy, uśmiechnął się. Taaaaaaak !!!! Udało się. Zwycięstwo huehuehuehue.
- Proszę - powiedział dając mi jedną kostkę i uśmiechając się złowieszczo. Spojrzałam się na niego jak na idiotę, z miną typu „ Are you fucking kidding me?!”
- Serio? Jedna kostka?- powiedziałam śmiejąc się ale on wyglądał jakby połknął kij do szczotki.
- No doooobra dam ci więcej ale pod jednym warunkiem…?
- Jakim ?
- Pocałujesz mnie… W usta- powiedział z złowieszczym uśmiechem po czym zrobił dzióbek.

-Okeeeej
-Serio? – uniósł jedną brew do góry ze zdziwienia.
- Yhym… - potwierdziłam ruchem głowy. Podeszłam do niego. – Zamknij oczy, koocie. – zamruczałam mu do ucha a on to zrobił. Co za debil. Ugryzłam go lekko w ucho i schodziłam z pocałunkami bliżej ust. Wyciągnęłam mu czekoladę z dłoni a on nic nie poczuł. Wróciłam jeszcze raz do ucha, zamruczałam i odsunęłam się krok. Wybuchłam śmiechem. – Serio myślałeś, że Cię pocałuje? – śmiałam się jak mysz do sera. Podrapał się po karku. Jak on seksowanie wyglądał. A może…? Nieee. Wybuchłam śmiechem do swoich myśli a on patrzył się na mnie jak na idiotkę. Machnął ręką, schował je do kieszeń spodni i wyszedł z kuchni, a ja? Śmiałam się dalej zajadając czekoladę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Mam nadzieję, że rozdział się podoba ;)
Krótki ale mam nadzieję, że następne będą dłuższe :)
Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo to zależy od Amandy, także... życzę miłego czytania ;)
Pozdrawiam, Zoey <3

środa, 14 maja 2014

Prologue

***Wspomnienie****

***20 maja 2011 roku***

Amanda i Sylvia szykowały się na imprezę. Sylvia była ubrana w krótką sukienkę z czarną górą i kremowym dołem. Amanda natomiast założyła sukienkę z białą kokardką i dołem podchodzącym pod beż. Obie były podekscytowane wyjściem na dyskotekę. Zadzwoniły po taksówkę, która przyjechała od razu . Weszły do budynku zatłoczonego pijanymi imprezowiczami i napalonymi chłopcami. Spojrzały na siebie i się uśmiechnęły. Podeszły do baru i od razu zamówiły po drinku. Brewster zamówiła Manhattana a Ortiz Cuba Libre.  Wzięły po łyku i odwrócone twarzami w stronę parkietu oparły się o blat i rozglądały się za przystojnymi facetami. Wymieniały się uwagami na temat, który z nich wydawał się fajniejszy. Sylvii spodobał się wysoki i umięśniony blondyn. Przekręciła lekko głowę w prawą stronę. Gdy blondyn zauważył, że ona mu się przygląda, uśmiechnął się pod nosem i puścił jej zalotnie oczko. Chwilę później podszedł do nich jakiś brunet i poprosił Amandę do tańca. Sylvia wzięła swoją szklankę i dopiła drinka. W momencie gdy odstawiała naczynie poczuła na swoich biodrach ręce, a przy uchu pytanie „ Zatańczysz ze mną?”. Pokiwała twierdząco głową i uśmiechając się poszła z chłopakiem na parkiet.
Przetańczyły całą noc. Pod koniec imprezy Amanda poinformowała nadal bawiącą się w najlepsze Brewster, że idzie do toalety. Weszła w mniej zatłoczone korytarze i w końcu odnalazła to czego szukała. Załatwiła swoje potrzeby fizjologiczne i usłyszała dwa głosy. Wyszła z kabiny i zobaczyła blond włosą dziewczynę i chłopaka z burzą loków na głowie. Uniosła jedną brew do góry. Bezproblemowo podeszła do umywalek i umyła ręce. Spojrzała kątem oka w stronę pary. Zaśmiała się cicho wyjmując z torebki… gumkę.
- Przyda wam się. – uśmiechnęła się wrednie i podała parze. Tamci spojrzeli się na nią jak na idiotkę. Chłopak sięgnął do tylnej kieszeni po portfel. Zajrzał do niego i spojrzał na Ortiz.
- Dzięki. – szepnął speszony i wziął od niej prezerwatywę.
Dziewczyna zaśmiała się i wróciła z powrotem na salę. Oddała torebkę Charliemu by odłożył ją w bezpieczne miejsce. Charlie był znajomym jej brata. Znali się od dawna. Zamówiła sobie któryś z kolei drink. Wypiła go i odstawiła szklankę na blat. Podeszła do jednego chłopaka i zaczęła z nim tańczyć. Musiała przyznać, że był naprawdę atrakcyjny, co ułatwiało mu podrywanie KAŻDEJ napotkanej dziewczyny.

Tak zaczęła się historia dwóch pewnych, zwariowanych i pozytywnie zakręconych dziewczyn z szóstką przystojnych i, nazywanych przez dziewczyny, debili.