*** Pov Amanda ***
***Parę godzin
później***
Spacerowałam po parku oglądając zakochane pary i bawiące się dzieci. Aż przypomniało mi się
moje dzieciństwo. Było wspaniałe aż do wypadku moich rodziców. Pamiętam jak
pewnego dnia zadzwoniła policja i powiadomiła mnie że rodzice nie żyją… gdyby
nie Zoey nie poradziłabym sobie z ich stratą wtedy miałam tylko ją. Z moich
rozmyśleń wyrwał mnie telefon , wyjęłam go z kieszeń i odblokowałam. Uuu
dostałam sms-a do Nialla a to nowość.
<Lepiej wracaj
do domu radzę ci…>
Co ? o co mu chodzi? Długo nie musiałam czekać z
odpowiedzią bo telefon znowu zabrzęczał. Tym razem to Louis hmm ciekawe czego
chce ?
<WRACAJ KURWA DO
DOMU!!!!>
Ochhh Tomlinson się stęsknił. Nie śpieszyło mi się więc
szłam powoli. Gdy przekroczyłam próg usłyszałam krzyki. Zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do salonu.
-Cześć- wszystkie pary oczu były zwrócone na mnie. Nie
było Lou i Zayna.
- Wiesz co mam taką radę módl się żeby Lou cie nie zabił-
komentarz Hazzy jest.
-Wszyscy wypad – powiedział Zayn a wszyscy wstali jak na
baczność i wyszli ehh to się nazywa mieć przyjaciół przy sobie…
- Co ty sobie wyobrażasz?- Lou spojrzał mi prosto w oczy.
Widziałam w nich strach i złość ojjj to nie najlepsza mieszanka.
-O co ci chodzi ?
-Jeszcze się pytasz, poszłaś sobie nie wiadomo gdzie i
nic nie powiedziałaś!!! – krzyczał jak opętany a Zayn… stał Se jak słup soli i
czekał na Bóg wie co.
- Nie jesteś moim opiekunem i nie zamierzam ci się
spowiadać i niech to ci się zakoduje w tym pustym łbie!!!- teraz to ja
krzyknęłam.
-Ja pierdole ty naprawdę jesteś głupia, przecież coś ci
się mogło stać i co byś zrobiła z tą nogą?! NIC !!!
- A ty co Matka Teresa z Kalkuty, że się wszystkimi
opiekujesz będę robić co będę chciała.
- Ja jestem najstarszy i ja za ciebie odpowiadam więc
lepiej się mnie słuchaj zrozumiałaś? – stanął blisko mnie wzrokiem jakby chciał
mnie zabić.
-Spieprzaj- odepchnęłam go ale złapał mnie za nadgarstki
i uniemożliwił mi ucieczkę.
-Puść mnie bo zacznę krzyczeć – zagroziłam mu ale on się
tylko zaśmiał.
-Pytałem czy zrozumiałaś? Od teraz słuchasz się mnie, nie
wychodzisz jeśli ci nie pozwolę i nie krzyczysz na mnie kumasz ?
-Kumam – powiedziałam tak by mnie puścił Ha jeśli myśli
że będę się go słuchać to się myli.
Poszłam do swojego pokoju rozmasowując nadgarstki. Mocny
uścisk to on ma, nie powiem. Rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
***Następnego dnia***
Wstałam rano
wkurwiona na Lou za kogo on się ma co ? Dobra mniejsza z tym tego dnia
nie dam sobie spieprzyć. Poszłam do łazienki
przebrałam się ,uczesałam i zrobiłam makijaż. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Na szczęście
w salonie byli wszyscy oprócz Lou.
Zrobiłam sobie śniadanie, zjadłam i poszłam do salonu ale zaraz co tu robi
Lou?!?!
- Dzień dobry księżniczko – powiedział z sarkazmem w
głosie.
- Nie rozmawiam z tobą
- O a to dlaczego ?
-To spójrz co mi zrobiłeś – wystawiłam poranione nadgarstki- A wy mu na to pozwoliliście –
krzyknęłam
-Lou powiedz że to nie ty – powiedział Niall z nadzieją
-Oj nie przesadzaj nic takiego ci nie zrobiłem
-Ja przesadzam
-Koniec tego macie się przeprosić – przemówił Liam
-Przepraszam – uuuuu Lou brawo tylko czemu kłamiesz
pomyślałam
- Przepraszam – nie wierze że to zrobiłam. Po tych
‘’przeprosinach’’ usiadłam i oglądaliśmy
film. Boże to był najnudniejszy film świata. Usłyszałam dzwonek i poszłam
otworzyć. W progu stał chłopak, miał ok. 20 lat i był bardzo przystojny. Chyba
się zauroczyłam nie no to święto. Idę do Częstochowy.
-Hej jestem George właśnie się wprowadziłem – wskazał na
dom naprzeciwko i słodko się uśmiechnął ukazując dołeczki.
-Hejka jestem Amanda i tu mieszkam- zaczęłam się śmiać
jak głupia a on razem ze mną.
-Ech nie wiedziałem że tu mieszkają takie piękne
dziewczyny.
- Hahahaha dzięki – to było słodkie ale wszystko co
piękne zawsze musi się spieprzyć .
-Kto przyszedł? – dzięki Lou.
- Chodź poznasz moich znajomych, mieszkają ze mną –
złapałam go za rękę i zaprowadziłam do salonu gdzie wszyscy byli.
-Ej ludzie to jest George mieszka naprzeciwko – rzuciłam
do nich na co się uśmiechnęli.
-Hej – powiedzieli chórem
-Cześć – uśmiechnął się.
-Usiądź – wskazałam na fotel .
-Masz dziewczynę? – Zoey ogarnij się bo się zrzygam.
- Nie – krótko i z sensem
-Oooo Jesy masz szansę – Harry nie żyjesz. Czemu on
zawsze musi narobić mi wstydu.
-Boże Harry ogarnij się - powiedziałam wkurzona na co
George się uśmiechnął. Reszta rozmowy przebiegła lepiej dużo się o nim dowiedziałam.
Lubię go nie wiem dlaczego ale go lubię.
-Muszę się zbierać – powiedział nagle a ja posmutniałam.
-Odprowadzę cię – poszliśmy do drzwi, a on stanął nagle w
progu.
-Umówisz się ze mną ? – wypalił a ja się mimowolnie
uśmiechnęłam.
-Oczywiście
-W sobotę o 15 po ciebie przyjdę
-Ok. – Aaaaa! jestem podjarana! George pożegnał się ze
mną i poszedł. Zamknęłam za nim drzwi i
wróciłam do salonu.
-Coś ty taka radosna ?- odezwała się Zoey
-George się ze mną umówił – prawie wykrzyczałam z bananem
na twarzy. Miny chłopców: bezcenne
-Nie idziesz – nie Lou nie zrobisz mi tego
-Hahhaaha właśnie że pójdę – zaśmiałam mu się w twarz a
on miał twarz jakby połknął kij od szczotki.
-Yyy mam ci przypomnieć naszą rozmowę – złapał mnie za
nadgarstki.
-Louis, puść ją. – powiedziała Sylvia a ja patrzyłam mu
się w oczy. – Słyszałeś? – podeszła do nas a ja wyrwałam nadgarstki z jego rąk.
- Nienawidzę Cię. – syknęłam mu w twarz i poszłam do
pokoju. Ughh! Jaki on jest wkurwiający. Gorzej niż Styles. Powiedzmy.
Podeszłam do okna i chciałam je zasłonić, ale zobaczyłam…
George’a. Bez koszulki. Z ciężarkami. W jego pokoju. Naprzeciwko mojego.
Otworzyłam usta a on się w tamtym momencie odwrócił. Pokręcił głową z
rozbawieniem a ja szybko zasłoniłam okno. Odwróciłam się tyłem i pomachałam
sobie dłońmi przed twarzą.
- Zoooeeeey! – krzyknęłam i ległam na łóżku. Minęła
minuta zanim ona podniosła swój tyłek.
- Co jest? – usiadła obok mnie. Poprawiłam się i miałam
głowę na kolanach Zoe. – Powiesz mi? – zaczęła bawić się moimi włosami.
Spojrzałam się na nią. Powiem wam, że śmiesznie wyglądała do góry nogami.
- Mój pokój wychodzi naprzeciwko pokoju Goerge’a. – uśmiechnęła
się.
- Podoba Ci się co? – zapytała.
- Noooo. Jest mega przystojny. – uśmiechnęłam się i
patrzyłam w sufit.
- A co z Justinem? – zadała pytanie.
- A co ma być? Nie zwraca na mnie uwagi. Nie chcę
marnować życia. – odpowiedziała.
- W sumie co racja to racja.
Pogadałyśmy jeszcze trochę ze sobą i zrobiłam się senna.
Poszłam do łazienki wykąpałam się,
umyłam włosy po czym wysuszyłam. Przebrana w pidżamę odpłynęłam w krainę
Morfeusza.
*** Tydzień później
***
Ten tydzień był straszny od randki minęło parę dni. Lou był
mega zły i zrobił mi awantury o wszystko nie mogę z nim wytrzymać uhg… ale
randka była zajebista. Ubrałam bluzkę w
owoce która trochę odkrywała mój brzuch, spódnice o tym samym wzorze i do tego
czarne buty z podkolanówkami. George zabrał mnie do restauracji, w której zjedliśmy kolację.
Fajnie nam się gadało. Potem zabrał mnie na imprezę. Druga opcja zdecydowanie
bardziej mi się podobała niż siedzenie w restauracji. Albo mi się wydawało albo
on coś wciągnął, bo potem był meega szczęśliwy. Albo po prostu za dużo wypił.
Bardziej realistyczna wydawała mi się ta druga opcja. Ohh nevermind.
- Jedziemy na zakupy? – do pokoju weszła Zoey.
- Muuuuszę? – na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Mam sama jechać? Uwierz mi też mi się nie chcę, ale
ojczulek wymyślił jakiś bankiet, na którym mam być. – wywróciła oczami.
Uwielbiam kiedy to robi.
- No dooobra. – wstałam, wzięłam telefon i kasę. Może ja też
sobie coś kupię? Maybe.
*** Pov Zoey ***
Wyciągnęłam Amandę na
zakupy i pojechałyśmy do centrum.
Weszłyśmy do sklepu z sukienkami. Przeglądałyśmy wieszaki i nie było nic
sensownego. W następnym sklepie można było wybrać jakąś kieckę ale to niestety
nie dla mnie. Jesy zastanawiała się nad
kupieniem krwistej sukienki, ale zrezygnowała. Powiedziała, że nie ma dla kogo
się stroić.
- A ta? – wyszłam z przebieralni i pokazałam się Amandzie.
- Kup ale nie na jutro. – odpowiedziała i dalej czytała
gazetę.
- Ugh! – już mam dość. To jest 10 sukienka jaką dzisiaj przymierzam.
Ostatnia. Wyszłam do niej w czarnej
sukience, u góry wysadzanej małymi diamencikami a u dołu z tiulem.
- To jest to! – pisnęła a kobiety w sklepie się na nią
spojrzały. Zaśmiałam się z tej wariatki.
Przebrałam się w swoje rzeczy i kazałam recepcjonistce
zapakować te dwie sukienki. Byłam zadowolona ze swojego zakupu. Mam nadzieję,
że tata nie będzie się czepiał. To już
jutro, a mi się tak cholernie nie chce na to iść! Po co ja tam? Ach tak,
reputacja. Kochający tatuś, uu jakie to słodkie.
Wróciłyśmy do domu i wzięłam prysznic. Zdecydowanie wolę
brać kąpiel niż chodzić na zakupy. Nie koniecznie lubię na nie chodzić. Jeśli
muszę, bo mam jakieś wyjście, albo brakuje mi jakiegoś ciuchu, bo jest za mały
czy coś.
Wyszłam spod prysznica wytarłam się i założyłam na siebie
szlafrok. Wyszłam do pokoju i zauważyłam, że na moim łóżku leży jakaś koperta.
Spojrzałam na drzwi, są uchylone. Nie słyszałam, żeby ktoś wchodził. Wzruszyłam
ramionami. Podeszłam, wzięłam ją do rąk
i obejrzałam z każdej strony. Nie było adresata. Otworzyłam ją i wyciągnęłam
kartkę.
Cześć Silvia.
Pamiętasz
mnie jeszcze?
Masz
ochotę się spotkać?
Zadzwoń do mnie. Tęsknię za Tobą, Si…
Matthew
x
- Aaamaaandaaa!!! – wydarłam się na cały dom.
- Co jest? – wleciała do pokoju zdyszana. Noga dalej ją
trochę boli. – Właśnie, od kogo ten list? – spytała i spojrzała na kopertę w
mojej dłoni.
- Matthew. – wytrzeszczyła oczy.
-TEN Matthew? – podeszła do mnie i wyrwała kartkę. – Twoja
licealna miłość… oh jakie to romantyczne. Po kilku latach się odezwał… i
tęskni! – prychnęła. – Spotkasz się z nim?
-Tak… nie… nie wiem. – język mi się plącze. Chce się z nim
spotkać po tylu latach? Zostawił mnie… ale może przemyślał? No ale po tylu
latach?
- Jaja se robisz. No proszę Cię, trzymajcie mnie bo nie
wytrzymam! - wyrzuciła ręce w powietrze.
- Ale spójrz na to z drugiej strony. Chce się tylko spotkać,
niczego ode mnie nie oczekuje.
- Nie możesz mieć tej pewności. – syknęła i wyszła z pokoju.
Opadłam na łóżko i patrzyłam się tępo w kartkę. Spotkać
się z nim czy nie spotkać? Nie lubię wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. O co
to to nie. To nie jest w moim stylu. Ale on chce tylko porozmawiać… Pójdę,
zobaczymy jak to będzie. Mam nadzieję,
że nie jest taki jak kiedyś. Bo jeśli
jest… to ja nie chce mieć z nim nic do czynienia.
Położyłam się wcześniej, bo nie miałam ochoty z nikim
rozmawiać. Nazajutrz obudziłam się o 7 rano. Czy ja nigdy nie mogę pospać do
przynajmniej, tej dziewiątej? Ugh. Zeszłam w piżamie na dół i nalałam sobie
mleka do szklanki i wypiłam je duszkiem. Nie przebieram się, bo niedługo będę
musiała się szykować na bankiet. Później przyjedzie po mnie tata i zanim
dojedziemy na ten bankiet przez te korki to troszkę się zejdzie. Siadłam w
kuchni na parapecie z kubkiem gorącego kakao i patrzyłam na padający deszcz za oknem.
Marzec i kwiecień to nie jest dobra pora na zwiedzanie Londynu. W Kwietniu cały
czas pada. Pociągnęłam łyk kakao i zauważyłam na drodze kobietę z małym
chłopczykiem. Dzieciak miał niezły ubaw skacząc po kałużach. Mama uśmiechała
się, ale chciała go ściągnąć z drogi. Wcale jej się nie dziwię.
- Na co tak patrzysz? – odwróciłam głowę w stronę głosu.
- Na deszcz, Horanku. – uśmiechnęłam się do niego i z
powrotem przeniosłam wzrok na szybę, ale nie było już matki z dzieckiem.
Westchnęłam i spuściłam nogi na podłogę. – Czemu tak wcześnie wstałeś?
- Głodny jestem. – spojrzał na mnie błagalnie.
- I masz nadzieję, że Ci zrobię śniadanie? – przytaknął
głową, a ja pokręciłam swoją z dezaprobatą. Zeszliśmy na dół i zrobiłam
śniadanie, ponieważ mi też zachciało się jeść.
_________________________________________________________
Witam!
Przepraszam, za tak długą nieobecność. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zajrzy.
Od teraz bloga będę prowadzić sama. Koleżanka zrezygnowała, bo powiedziała, że nie będzie mieć czasu. Także w związku z tym, fabuła opowiadania trochę się zmieni, ale nie drastycznie ;)
Love u <3
Jeśli przeczytałeś/aś zostaw po sobie komentarz :)
.gif)