piątek, 16 maja 2014

Chapter 01


*** Pov Sylvia***

Leżałam sobie spokojnie w moi pokoju kiedy usłyszałam z dołu krzyki Amandy i Harry’ego. Nie koniecznie sobie coś z tego zrobiłam. Przez te 2 lata przyzwyczaiłam się do ich „wymiany zdań”. Po 10 minutach zaczęło mnie to, lekko mówiąc, wkurzać. Wstałam gwałtownie z łóżka i zeszłam na dół.
- Czy wy się możecie w końcu, kurwa, zamknąć?! – wydarłam się na cały dom a wszyscy patrzyli się na mnie.
- Możesz pomarzyć skarbie. – uśmiechnął się do mnie Zayn z cwanym uśmieszkiem.
- Nie odzywaj się, Malik. – wysyczałam przez zęby i wycofałam się na górę.
Walnęłam się z powrotem na łóżko po drodze zbierając mojego Iphone’a i słuchawki. Włożyłam je do uszu i puściłam piosenki. Wzięłam głośność na full. Teraz mogą się drzeć ile chcą. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Przesunęłam ubrania i weszłam do środka. Otworzyłam drzwi i zeszłam po schodach na dół. Zapytacie co ja takiego robię? Może wydawać się wam to dziwne ale odkryłam to miejsce przypadkiem. Pamiętam jak wprowadzałyśmy się do chłopaków, dla mnie został tylko ten pokój, ewentualnie na poddaszu. Kłóciłam się wtedy z Louisem o podkoszulek i chciałam go(bluzkę) wepchnąć na sam koniec szafy. Tak nacisnęłam, że zleciałam po schodach. Był tam mały i zakurzony pokoik. Ale mimo to był śliczny. Znajdowało się tam dwuosobowe łóżko, szafeczka nocna, komoda lampka. Wszystko wyglądało tak jakby to był pokój schadzek dwóch zakochanych w sobie osób. Ughh… takie „romantico”, że aż się rzygać chce. Przez kolejny tydzień od tamtego wydarzenia, w wolnych chwilach ogarniałam tamten pokój. Teraz wygląda… fajnie. Klapnęłam się na łóżko i wyciągnęłam z szuflady notatnik i długopis.

Nazywam się Sylvia Zoey Brewster, mam 20 lat i pochodzę z Stratford. Wolę gdy mówi się do mnie Zoey, bo nie lubię swojego imienia. Mam z nim złe wspomnienia. Ale to kiedy indziej.
Obecnie mieszkam w Londynie z moją przyjaciółką i bandą debili. Najbardziej normalny to tu chyba jest Justin. Kojarzę go jeszcze z Kanady. Kiedyś nasi rodzice się przyjaźnili a później my wyjechaliśmy do Wielkiej Brytanii.
Od dzisiaj postanowiłam pisać pamiętnik i swoje przemyślenia. Zacznę od tego:
Zayn Malik jest wkurzającym człowiekiem, a ludzie są porąbani”

Odłożyłam rzeczy na miejsce i patrzyłam w sufit. Bezczynnie. Nie wiem po jakim czasie ale mój telefon zaczął wibrować. Podniosłam go do góry i odczytałam.
„Złaź na dół” od Harry’ego. Ughh… Weszłam na górę (czyt. do mojego pokoju) zostawiłam słuchawki i zeszłam do salonu.
- Czego? – spytałam i założyłam ręce na piersi.
- Mogłabyś wziąć swoją koleżaneczkę, która chce rozbić wazon? – zwrócił się do mnie Hazza z kpiną.
- Przydałoby się wysłać je obie do psychiatryka. – powiedział Zayn do Nialla.
- Mogę? – podeszłam do Amandy i wzięłam od niej ten cholerny wazon. Podeszłam do Malika i stanęłam przed nim. Uśmiechnęłam się słodko i rozbiłam mu wazon na głowie. – Mówiłeś coś koteczku? – uśmiechałam się jak jakaś słodka idiotka. Zacisnął ręce w pięści i zmroził mnie wzrokiem. Jess przybiła ze mną piątkę.
- Mogłaś chociaż Styles’owi wylać wodę na głowę. – szepnęła do mnie na co obie się zaśmiałyśmy.
- Co ty kurwa zrobiłaś! To nowa bluzka! – krzyknął a Nialler wpadł w niepohamowany śmiech. Malik spojrzał na niego z mordem w oczach.
- Stary, masz dwie takie same w szafie. – powiedział Justin z kanapy, nic sobie z tego nie robiąc i oglądając mecz.
- Gówno mnie to obchodzi , zapłacisz za to - zwrócił się do mnie pokazując na bluzkę.
- Uuu… cała się trzęsę! – powiedziałam z sarkazmem i odwróciłam się w stronę schodów. W pewnym momencie poczułam szarpnięcie. Malik przerzucił mnie przez ramie i wyszedł na taras. – Co ty robisz, kurwa?! Pojebało Cię?! Puść mnie! – biłam go pięściami po plecach, ale czego ja się mogłam spodziewać? Chwilę później poczułam, że jestem cała mokra.
- Co ty zrobiłeś?! Ona nie umie pływać! – wrzasnęła Ortiz. Zaśmiałam się pod wodą i wstrzymałam oddech nie wypływając na powierzchnię.
- No i ? Jej sprawa. – odpowiedziała Czekoladka.
- Jeśli się utopi… będziesz ją miał na sumieniu. – syknęła do niego Amanda. Taa nawet ona nie wie, że umiem pływać i to jest najlepsze haha. Po chwili do wody wskoczył Liam i wyciągnął mnie na ziemię. Udałam, że się dławię. – Nic Ci nie jest?! – podbiegła do mnie Am i klęknęła koło mnie. Pokręciłam głową na „nie” i powoli się podniosłam z jej pomocą. Zaczesałam włosy do tyłu. „Olśniło” mnie co zrobił Malik, powiedzmy. Poderwałam się z ziemi i podeszłam do niego. Strzeliłam mu z liścia.
- Jesteś skurwielem, Malik. – syknęłam.
- Dzięki. – zaciągnął się papierosem, a ja wróciłam na górę.
- Nie cierpię go! Ughh! – krzyknęłam i przebrałam się.

*** Pov Amanda ***

- Ty jesteś naprawdę popieprzony – powiedziałam i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam czekoladę. Zawsze tak robię jak się denerwuje.
- To moje – powiedział Nieller zabierając mi ją sprzed nosa.
- Oddawaj !! – krzyknęłam po czym wskoczyłam mu na barana. Zaczął się śmiać a ja razem z nim .
- No dobra złaź- powiedział i posadził mnie na blacie.
- Daj mi kawałek- powiedziałam jak małe dziecko. Na początku się opierał ale gdy zrobiłam duże oczy, uśmiechnął się. Taaaaaaak !!!! Udało się. Zwycięstwo huehuehuehue.
- Proszę - powiedział dając mi jedną kostkę i uśmiechając się złowieszczo. Spojrzałam się na niego jak na idiotę, z miną typu „ Are you fucking kidding me?!”
- Serio? Jedna kostka?- powiedziałam śmiejąc się ale on wyglądał jakby połknął kij do szczotki.
- No doooobra dam ci więcej ale pod jednym warunkiem…?
- Jakim ?
- Pocałujesz mnie… W usta- powiedział z złowieszczym uśmiechem po czym zrobił dzióbek.

-Okeeeej
-Serio? – uniósł jedną brew do góry ze zdziwienia.
- Yhym… - potwierdziłam ruchem głowy. Podeszłam do niego. – Zamknij oczy, koocie. – zamruczałam mu do ucha a on to zrobił. Co za debil. Ugryzłam go lekko w ucho i schodziłam z pocałunkami bliżej ust. Wyciągnęłam mu czekoladę z dłoni a on nic nie poczuł. Wróciłam jeszcze raz do ucha, zamruczałam i odsunęłam się krok. Wybuchłam śmiechem. – Serio myślałeś, że Cię pocałuje? – śmiałam się jak mysz do sera. Podrapał się po karku. Jak on seksowanie wyglądał. A może…? Nieee. Wybuchłam śmiechem do swoich myśli a on patrzył się na mnie jak na idiotkę. Machnął ręką, schował je do kieszeń spodni i wyszedł z kuchni, a ja? Śmiałam się dalej zajadając czekoladę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej! Mam nadzieję, że rozdział się podoba ;)
Krótki ale mam nadzieję, że następne będą dłuższe :)
Nie wiem kiedy pojawi się następny, bo to zależy od Amandy, także... życzę miłego czytania ;)
Pozdrawiam, Zoey <3

środa, 14 maja 2014

Prologue

***Wspomnienie****

***20 maja 2011 roku***

Amanda i Sylvia szykowały się na imprezę. Sylvia była ubrana w krótką sukienkę z czarną górą i kremowym dołem. Amanda natomiast założyła sukienkę z białą kokardką i dołem podchodzącym pod beż. Obie były podekscytowane wyjściem na dyskotekę. Zadzwoniły po taksówkę, która przyjechała od razu . Weszły do budynku zatłoczonego pijanymi imprezowiczami i napalonymi chłopcami. Spojrzały na siebie i się uśmiechnęły. Podeszły do baru i od razu zamówiły po drinku. Brewster zamówiła Manhattana a Ortiz Cuba Libre.  Wzięły po łyku i odwrócone twarzami w stronę parkietu oparły się o blat i rozglądały się za przystojnymi facetami. Wymieniały się uwagami na temat, który z nich wydawał się fajniejszy. Sylvii spodobał się wysoki i umięśniony blondyn. Przekręciła lekko głowę w prawą stronę. Gdy blondyn zauważył, że ona mu się przygląda, uśmiechnął się pod nosem i puścił jej zalotnie oczko. Chwilę później podszedł do nich jakiś brunet i poprosił Amandę do tańca. Sylvia wzięła swoją szklankę i dopiła drinka. W momencie gdy odstawiała naczynie poczuła na swoich biodrach ręce, a przy uchu pytanie „ Zatańczysz ze mną?”. Pokiwała twierdząco głową i uśmiechając się poszła z chłopakiem na parkiet.
Przetańczyły całą noc. Pod koniec imprezy Amanda poinformowała nadal bawiącą się w najlepsze Brewster, że idzie do toalety. Weszła w mniej zatłoczone korytarze i w końcu odnalazła to czego szukała. Załatwiła swoje potrzeby fizjologiczne i usłyszała dwa głosy. Wyszła z kabiny i zobaczyła blond włosą dziewczynę i chłopaka z burzą loków na głowie. Uniosła jedną brew do góry. Bezproblemowo podeszła do umywalek i umyła ręce. Spojrzała kątem oka w stronę pary. Zaśmiała się cicho wyjmując z torebki… gumkę.
- Przyda wam się. – uśmiechnęła się wrednie i podała parze. Tamci spojrzeli się na nią jak na idiotkę. Chłopak sięgnął do tylnej kieszeni po portfel. Zajrzał do niego i spojrzał na Ortiz.
- Dzięki. – szepnął speszony i wziął od niej prezerwatywę.
Dziewczyna zaśmiała się i wróciła z powrotem na salę. Oddała torebkę Charliemu by odłożył ją w bezpieczne miejsce. Charlie był znajomym jej brata. Znali się od dawna. Zamówiła sobie któryś z kolei drink. Wypiła go i odstawiła szklankę na blat. Podeszła do jednego chłopaka i zaczęła z nim tańczyć. Musiała przyznać, że był naprawdę atrakcyjny, co ułatwiało mu podrywanie KAŻDEJ napotkanej dziewczyny.

Tak zaczęła się historia dwóch pewnych, zwariowanych i pozytywnie zakręconych dziewczyn z szóstką przystojnych i, nazywanych przez dziewczyny, debili.